niedziela, 18 lutego 2018

Mój tydzień autorski


Kochani!
Grupa literacka Alies promując antologię "Godzina diabła", postanowiła nie tylko rozpropagować książkę, ale też zapoznać czytelników z twórcami opowiadań, które na tę antologię się złożyły. Każdy autor ma swój tydzień, a zatem i ze mną będziecie mogli przez cały tydzień spotykać  się na   :)

Gorąco zapraszam - zaglądajcie, czytajcie, zostawiajcie po sobie ślad :) - mój tydzień autorski rusza jutro - 19 lutego na:
https://twitter.com/Ailes_Art


sobota, 6 stycznia 2018

W końcu jest... "Szepty" WYDANE !!!



Kochani!
po długich miesiącach okołowydawniczych prac ostatni tom trylogii W mroku miasta wreszcie ujrzał światło dzienne :) Przyznam szczerze, że już zaczynałam się niepokoić, iż utknął w wydawniczej gmatwaninie technicznych obróbek na zawsze, bo pierwotnie miał zostać wydany na Mikołajki, potem liczyłam, że może na Boże Narodzenie, a w końcu, że zrobię Wam sylwestrową niespodziankę, ale się nie udało. Niemniej w końcu jest i nareszcie możecie go kupić. A co w kilku słowach mogę Wam powiedzieć o Szeptach... tak dla zachęty? Chyba tylko tyle, że...


  Szepty zamykają historię Kaśki i Bogusława, Gośki i Leona oraz reszty bohaterów, a wszystko przez pryzmat nieschematycznej relacji między najpotężniejszym z wampirów, królem królów i protektorem słowiańskiego Rodzaju – Chwalimirem z Toporów, a Zuzką – małym trzpiotem, Niesforną Zuzią i Pchłą Szachrajką w jednym. Na stronach Szeptów traficie do mglistego świata pogrążonego w drętwej stagnacji starego wampira, oraz do barwnego świata rezolutnej dziewczyny z artystyczną duszą, ognistym temperamentem i szalonymi pomysłami na rozwiązanie trudnych sytuacji, która w Mrocznym Świecie odnajdzie miejsce nie tylko dla siebie.

Szczerze polecam, wystarczy kliknąć tutaj

P.S.
Przy okazji muszę się pochwalić, że okładkę wykonałam absolutnie sama, z czego oczywiście jestem diabelnie dumna, bo to iście karkołomne zadanie, zwłaszcza dla kogoś tak niewprawionego, jak ja :)

No i jeszcze jedno - książka znów ma ponad 600 stron, ale to już chyba nikogo nie zdziwi :))

Na zachętę podsyłam 2 i 3 rozdział.


Rozdział 2
Szarobrunatne niebo kładło się nad Poznaniem smutne i nieprzyjazne, jak gdyby ciemne chmury wiszące nad Mrocznym Światem dotarły i tu. Choć z drugiej strony trudno uznać, by tak nie było – jeśli wojna z IN NOMINE PATRIS przybierze na sile, świat ludzi legnie w gruzach. Wprawdzie mistrz bractwa, Olaf, niczym szczur krył się gdzieś w zakamarkach Szkocji, ale rozkręcona przez niego spirala nienawiści była jak niezawodne perpetuum mobile. Jego krucjata niby zaraza roznosiła się po Europie, a trup ścielił regularnie co rusz w innym miejscu. Z Rosji i Czech spływało najwięcej doniesień o krwawych mordach i dziesiątkach ofiar, a wraz z nimi rozpaczliwe wołanie o wsparcie. Wyglądało tak, jak gdyby IN NOMINE PATRIS rozsiało po Europie swoje agendy, które prześcigały się w czystkach. Rodzaj zdawał się bezradny, sprawa z każdym dniem bardziej wymykała się spod kontroli, a wizja rychłej wojny wisiała na coraz cieńszym włosku. Królowie, wodzowie, mistrzowie klanów zwoływali narady, zespoły jednoczyły się ponad narodami, a mieszane pary, których, jak czas pokazał, było nadspodziewanie wiele, kryły się w zamkniętych ośrodkach pod ścisłą ochroną przez dzień i noc.

niedziela, 29 października 2017

Godzina diabła



Moja książka - oczywiście mam na myśli III tom trylogii W mroku miasta - od jakiegoś czasu jest już w cudzych rękach celem ostatecznych korekt, a ja właśnie kończę borykać się z okładką :). Ale nim Szepty ukażą się w sprzedaży, chcę Was zachęcić do przeczytania kolejnej antologii, w której mam swój udział - antologii pod godnym uwagi i wiele obiecującym tytułem Godzina diabła.
A w czym dokładnie rzecz? 
Pamiętacie, jak w jednym z postów pisałam, że La Noir zaprosiła mnie do wspólnej pracy nad antologią, więc pisząc Szepty, w międzyczasie napisałam jeszcze małą formę literacką? Otóż to właśnie do Godziny diabła był ten tekst, tyle że tym razem to nie La Noir, a Literacka Grupa Ailes (zdaje się, że to ci sami ludzie, tylko czasem piszą pod jedną, a czasem pod drugą nazwą) wraz z kilkorgiem twórców spoza grupy, stworzyła zbiór opowiadań, których fabuła osnuta jest wokół wątku mistycznej godziny trzeciej - godziny diabła. Szmat czasu od tego posta upłynął, ale tak to już jest z wydaniem książki, że od napisania do pojawiania się jej w księgarni jest jeszcze ogrom dodatkowej roboty, która zajmuje naprawdę mnóstwo czasu.
Niemniej wracając do sedna... Teorii odnośnie do godziny trzeciej jest sporo, aczkolwiek niezależnie od tego, której teorii się trzymać, w ogólnym zarysie sens godziny trzeciej (godziny diabła) zawiera się w opozycji do godziny piętnastej zwanej w liturgii kościoła katolickiego godziną miłosierdzia, a więc godziny śmierci Jezusa. Jak głoszą zabobony i nie tylko, ponoć o tej porze diabły, demony, złe moce i wszelkiej materii potworności epatują ludzi ze wzmożoną mocą. Nawiedzają nieszczęśników, którym o trzeciej nad ranem nie dopisuje sen, a mnogości dziwnych, niewyjaśnionych zjawisk, które w tym czasie mają miejsce, nie da się nawet zliczyć. Tak w każdym razie twierdzą co niektórzy, a czy jest w tym ziarno prawdy, czy też nie, nie mnie oceniać. 
Zatem, prawda to czy nie ;), z chęcią puściłam wodze fantazji i na potrzeby literackiej Godziny diabła machnęłam opowiadanko pod tytułem Rykoszet. To dziejąca się współcześnie, nieco pokrętna i chyba całkiem zabawna, historyjka fantasy pełna sworzeń nie z tej Ziemi, no bo skoro o mistycznej godzinie mowa, to i fabuła nie całkiem realna zdaje się odpowiednia. 
A co i o czym pisali inni? Nie mam pojęcia. Dowiem się, gdy dotrze do mnie paczka z książką, którą zakupiłam natychmiast, gdy tylko ukazała się w publikacji. I Was oczywiście też zachęcam do zakupu, zwłaszcza że poza przyjemnością czytania, kupno tej książki niesienie wymierny pożytek - dorzucicie swój grosik do godnego celu. Godzina diabła jest bowiem antologią, za której sprzedaż żaden z autorów nie otrzymuje wynagrodzenia, zaś cały dochód, jak z poprzedniej, przeznaczony jest na szczytny cel - Godzina diabła zasili konto Fundacji Pomocy Zwierzętom ROKA.




czwartek, 18 maja 2017

Szepty - rozdział 1




Zapraszam, na kolejny fragment III tomu W mroku miasta.

Nie mam pojęcia, kiedy książka znajdzie się w publikacji, bo wciąż jeszcze dużo wokół niej pracy (przede mną i nie tylko), a skoro ciągle mam ją w swoich rękach, to nadal sporo może się zmienić :), bo przy korekcie zawsze dopadają mnie nowe pomysły na rozwój fabuły :). Aczkolwiek jedno jest pocieszające - mam niemal gotową okładkę, którą teraz trzeba tylko dopracować.
Krótko mówiąc: książka wciąż na pisarskim warsztacie, dlatego dziś dla niecierpliwych kolejny fragmencik :). Oczywiście przypominam, że nie jest to gotowy tekst, tylko projekt, który może mieć sporo błędów, bo wciąż czeka go ostateczna korekta i który może przybrać nieco inny kształt i wcale nie jest pewne, że będzie rozdziałem pierwszym :))

Zapraszam!!!


Rozdział 1

Poznań – obecnie

         Zuzka zaparkowała auto na parkingu pod wieżowcem jednego z postkomunistycznych osiedli Poznania. Wysiadła, kliknęła pilotem i ruszyła w stronę bramy.
Było pogodne październikowe przedpołudnie. Roześmiana dzieciarnia z przewieszonymi przez ramię plecakami hałaśliwą grupką wracała ze szkoły, w ciepłym blasku jesiennego słońca na międzyblokowym skwerku rozlokowały się młode matki z raczkującymi pociechami, a opadłe liście mieniły się złotem i subtelną czerwienią. Sielanka – przemknęło błyskawicą przez myśl Zuzy, gdy przeszedłszy sto parę metrów, wciskała guzik domofonu. Kobiecy głos po drugiej stronie wychrypiał „zapraszam”, więc pchnęła ciężkie drzwi i weszła do ponurego przedsionka klatki schodowej bloku na Hetmańskiej.
Długie korytarze, choć wymalowane i jasne za sprawą sporych okien na szczytach, zdawały się nieprzyjazne i nie sposób było zatrzeć w nich wrażenia bylejakości wielkopłytowego budownictwa minionej epoki.
Jadąc windą na dziewiąte piętro, Zuzka układała w głowie listę pytań, choć tak naprawdę pytanie było niezmienne: „co przyniesie przyszłość?”. 

czwartek, 20 kwietnia 2017

Kropla życia



Kolejna książka z e-bookowej kolekcji pojawia się dziś na moim blogu, ale przyznam szczerze, że robię to z premedytacją, licząc, iż dzięki temu jeszcze jeden polski twórca zyska szersze grono czytelników. Najwyższy bowiem czas promować rodzimych twórców i to nie tylko tych kilkoro najbardziej poczytnych, o których wszędzie głośno.
Kropla życia autorstwa Oliwii Tybulewicz – bo tę właśnie książkę chcę dziś Wam zaprezentować – to współczesna powieść babska i niebabska, jak kto lubi, ale zdecydowanie w moich klimatach. A o czym? No właśnie – o wampirach :) Niemniej dla usprawiedliwienia, a może dla lepszego zrozumienia zmysłu autorki, powtórzę za nią: Wampiry? Znowu? A jednak! Okazuje się, że jeszcze nie powiedziano o nich wszystkiego.
I w stu procentach się z tym zgadzam J, zwłaszcza jeśli nie słyszeliście dotąd opowieści głównej bohaterki Kropli życia – Wioletty.

Wioletta – zwykła dziewczyna z zadziwiającą tolerancją dla niezwykłych zjawisk – od trzech lat pracuje jako kelnerka w lokalu o dźwięcznej nazwie Luna, tłumnie odwiedzanym przez istoty nadprzyrodzone… i w zasadzie tylko te. Wampiry, wilkołaki, czarodzieje, wróżki, gnomy oraz reszta magicznych stworzeń, to specyficzne towarzystwo z dziwacznymi nawykami i równie dziwacznymi pomysłami na dobrze spędzony czas, dlatego bywa, że bezwstydnie kradną, co tylko się da i pod byle pretekstem wszczynają bójki, a gdy znikają, pub Luna wygląda jak wielkie pobojowisko.
Pewnego dnia zbieg okoliczności sprawia, że w ręce Wioletty wpada magiczny eliksir, własność wpływowej wampirzycy, hrabiny Kraus. Kierowana ciekawością dziewczyna postanawia go wypróbować. Problem pojawia się następnego dnia, gdy okazuje się, że po fiolce z cudowną miksturą nie ma śladu, za to w głowie Wioletty dzwoni wywołująca ciarki pustka. Co się stało? I gdzie podział się drogocenny specyfik?
Wiedząc, że wcześniej czy później dołączy do grona podejrzanych, dziewczyna rozpoczyna poszukiwania, będące swoistym wyścigiem z czasem. Po drodze przyjdzie jej stawić czoło nie tylko wampirom i niesfornym klientom Luny oraz skrzyżowaniu psa z krokodylem, ale też własnej matce próbującej wyswatać ją za wszelką cenę.
Czy rezolutnej kelnerce uda się na czas odzyskać pamięć, znaleźć fiolkę oraz zaprowadzić ład we własnym życiu?

Jak więc widzicie, w barwnej opowieści Wioletty znów napotykamy wampiry oraz całą plejadę istot paranormalnego i fantasy świata, a wszystko podane prostym, przystępnym językiem kreślącym przygodową historię z dreszczykiem, nutką romansu i z ogromnym humorem.
A jeśli jeszcze nie jesteście przekonani, czy Kropla życia pióra Oliwii Tybulewicz to książka właśnie dla Was zapraszam do obejrzenia prezentacji na youtube: tutaj
oraz (za zgodą autorki) na dwa pierwsze rozdziały poniżej :)

Rozdział I


Znacie to uczucie, gdy noc nie ma końca? Minuty ciągną się niczym śmietankowe krówki, a sekundy dzielnie im wtórują? To właśnie jedna z nich.
- Krew… Chcę krwi! - Mój kolejny klient kurczowo chwyta się lady, po czym paskudnie wykrzywia, ukazując przy tym imponujące, fachowo naostrzone kły.
Bynajmniej nieporuszona patrzę w jego zaczerwienione, podkrążone oczy.
- Mogę zaproponować kaszankę.
- Czy to mają być kpiny? - chrypi w odpowiedzi.
Wzdycham.
- Czaruś, czystej krwi dziś nie ma i nie będzie. Dostawca nie dowiózł.
Widzicie, Czarek próbuje przekonać otoczenie, że jest wampirem. To oczywiście bzdura - nigdy nie był niczym więcej niż wilkołakiem. Już sam zapach go zdradza; jak wszystkim z jego rodzaju towarzyszy mu delikatna woń psa. Laik mógłby ją przeoczyć, ale ja się do nich nie zaliczam. Jak by nie patrzeć, pracuję w tej przyciągającej wszelkie podejrzane indywidua spelunce już trzeci rok i między innymi dlatego trudno mi zrozumieć, co on widzi w nieumarłych. To zimnokrwiste, podstępne stworzenia o hipnotyzującym spojrzeniu atakującego węża, tylko czyhające na chwilę nieuwagi potencjalnej ofiary. Widać biedak naczytał się modnych ostatnio romansideł dla nastolatek i ubzdurał sobie, że to doskonały sposób na podryw. Cóż, jeśli faktycznie na którąś z panienek to zadziała, to będzie ona, delikatnie mówiąc, idiotką. Musiałaby nią być, skoro w ogóle zamierzałaby rozważać romans z umarlakiem, który przy pierwszej okazji użyłby jej jako posiłku. Nie oszukujmy się, wampiry nie słyną z silnej woli. To właśnie dlatego przed pójściem do pracy obwieszam się srebrną biżuterią.

środa, 22 marca 2017

Szepty - prolog



Pierwszy  fragment  Szeptów  już tu !!!
 Hej :)
Tak się jakoś składało przez ostatnich kilka miesięcy, że nie po drodze było mi z blogowaniem. Coś tam wrzuciłam latem (mikro usprawiedliwienie dla oddanych czytelników, którzy czekają, że czasem coś tu napiszę), a potem post o bestsellerach oraz post o Księżycowych dniach i na tym koniec. Ale wierzcie mi, nie zapomniałam o Was. To ten pioruński czas, który tak popędza, że człowiek nie ma czasu na oddech, sprawia, że mam zaległości. Zwłaszcza że poza codziennością jest jeszcze moje pisanie, które pochłania sporo czasu, bo jak wiecie, nie jestem osobą, która skupia się na jednym projekcie. Tak więc w czasie gdy mnie tu nie było, pisałam III tom cyklu W mroku miasta, robiłam korekty tekstów, pisałam rozdziały do powieści obyczajowej, o której już kiedyś tu wspomniałam i napisałam małą formę literacką do kolejnej antologii grupy La Noir, która nie mam pojęcia, kiedy się ukaże, ale gdy zostanie opublikowana, dam znać.
Niemniej wracając do sedna - III tom o moich wampirkach nabiera coraz krąglejszych kształtów i dlatego mogę dziś wrzucić projekt prologu, który pewnie za bardzo się nie zmieni, bo treść Szeptów jest już w większości ogarnięta, a więc teraz pozostają korekty i kosmetyczne poprawki. Oczywiście, że etap korekt i kosmetycznych poprawek to dość spory kawałek czasu pewnie się już zorientowaliście, ale, jakby na sprawę nie patrzeć, jestem bliżej końca niż dalej :))

Tak więc chętnych zapraszam na prolog i obiecuję pojawiać się tu częściej :)

Prolog

Ziemie Polan – IX wiek
O świcie mgła zaczęła opadać.

W niedzielny ranek gród wciąż pogrążony był we śnie – leniwy spokój panował niepodzielnie, jakby nieszczęścia, które spadły na mieszkańców Toporów, nie były jego udziałem. W oddali niczym majaczące zjawy zaczęły wyrastać kikuty dębów – na skraju bagien las za jeziorem wracał na swoje miejsce, wyrywając się z objęć nieprzejrzystych obłoków, ale martwe wody toni wciąż zasnuwał biały tuman.

sobota, 4 marca 2017

Księżycowe dni



Szmat czasu mnie tu nie było, ale to nie znaczy, że porzuciłam blogowanie już na dobre. Nie porzuciłam i na dowód opowiem Wam dziś o wydanych przez wydawnictwo e-bookowo Księżycowych dniach – powieści w dwóch tomach – kolejnej po IDoLu nie mojej książce, którą na Nocnym Piórze chcę zaprezentować. 
Autorka Księżycowych dni, Patrycja Żurek, młoda sympatyczna dziewczyna, polska pisarka, której nieobce są klimaty paranormalnego romansu, reklamuje ją tak:

Patricia jest samotną, młodą kobietą, oddaną pracy. Jej życie zmienia się diametralnie, gdy poznaje Stefana. Zauroczona jego osobowością wikła się w erotyczny trójkąt, z jego partnerem, Vladimirem. Gdy proponują jej wyjazd do dalekiej Rumunii i zostanie wampirzycą, długo się waha. Czy pozbędzie się człowieczeństwa na rzecz wiecznej erotycznej przygody z dwoma wspaniałymi mężczyznami? Jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić?
Erotyczna powieść o wampirach wlewa w stary mit sporo świeżej krwi i emocji, które pulsują od pierwszej do ostatniej strony.
Powieść wyłącznie dla dorosłych czytelników żądnych mocnych wrażeń.

W ten sposób autorka krótko i zwięźle eksponuje walory swej dwuczęściowej opowieści o Patricii – dziewczynie przebojowej, głodnej przygód i otwartej na nieznane. Nieznane tym bardziej, że nie tylko wikła się ona w paranormalny romans, ale na dodatek w soczysty erotyczny trójkąt z wampirami biseksualistami. I choć każdy zapewne odbierze Patricię jako mix pamiętnikowowampirzej Eleny i zmierzchowej Belli, zaś rumuński Stefan ;) niekiedy zatrąci mu Edwardem Cullenem, trudno powiedzieć, by był to grzech. Wszak każdy autor ma prawo do własnej wizji bohaterów, a przyznać trzeba, że w zalewie wampirycznej literatury niemal niesposób być odkrywczym.

Ze swej strony powiem tylko, że cieszę się, iż kolejny polski twórca sięgnął po tę tematykę, bo że powieść Patrycji Żurek to absolutnie moje klimaty, nie muszę nikogo przekonywać :) A że książka napisana jest prostym językiem i czyta się ją szybko, to połknęłam Księżycowe dni w mig J

czwartek, 3 listopada 2016

I znowu mam się z czego cieszyć :)





Kolejna dobra wieść - Cienie też na liście bestsellerów wydawnictwa :)) 

Kiedy Cienie znalazły się wśród najbardziej poczytnych książek e-bookowa, nie wiem, ja dowiedziałam się w połowie października, gdy napisała mi o tym jedna z czytelniczek. Przepraszam, że nie było sposobności, by się tą miłą nowiną podzielić z Wami wcześniej. Nadrabiam to dziś :)

Cienie na liście bestsellerów to dla mnie ogromna radość, zwłaszcza że nie upłynął nawet rok od wydania, a po burzy, jaka przetoczyła się nad Tajemnicami, nie pozostawiając na moim pisarstwie suchej nitki, możnaby się spodziewać, że poczytność będzie mizerna. Ale nie :)) Co więcej, jak widać, niezależnie od hejterskiej nagonki i niegodziwych opinii pseudo czytelników prawdziwi czytelnicy docenili moją pracę, a debiutancka książka spodobała im się na tyle, że nadal śledzą losy moich bohaterów. To miłe :))  Na dodatek Tajemnice wciąż utrzymują swoją bestsellerową pozycję i tym oto sposobem oba tomy W mroku miasta znalazły się wśród dwudziestu pięciu (na ten moment, bo być może długość listy bestsellerów się zmienia) najchętniej czytanych książek. To taki mój mały-wielki sukces :) którego oczywiście by nie było, gdyby nie Wy, drodzy moi czytelnicy!!! I choć sukcesy nie są wieczne, to radość pozostaje niezmienna :)) A radość tym większa, że w pisarstwie dopiero raczkuję i daleko mi do profesjonalistów z kolekcją własnych dzieł na księgarskich półkach.

czwartek, 25 sierpnia 2016

Kobieta na detoksie, czyli wakacyjne hej :)



Kochani... żyję :) Nie zniknęłam, choć mogłoby się tak zdawać. Po prostu kilka prozaicznych, aczkolwiek niefajnych i niefartownych, zdarzeń sprawiło, że postanowiłam się zdystansować (od wszystkiego) przez dłuższy czas. A że lato i okres wakacji sprzyjają takim pomysłom, to spakowałam manatki i wywędrowałam na wieś.
Nie macie pojęcia, jakie to oczyszczające!!! Na wsi czas płynie bajecznie wolno!!! Człowiek tu nie gna od jednej sprawy do drugiej, z krótką przerwą na sen gdzieś w międzyczasie. Co oczywiście nie znaczy, że wiodę próżniaczy żywot, całymi dniami się wałkonię i zbijam bąki. Nic z tych rzeczy! Ogarniam nasze wciąż nieskończone wioskowe domostwo, a poza tym... po prostu wreszcie mam czas na życie!!! Nie dziwcie się więc, że ze zgrozą myślę o niedalekiej jesieni i powrocie do miejskiej codzienności. Nie chcę wracać, dlatego zaszyłam się w przysiółku wśród pól na skraju wioski i rozkoszuję się świadomością istnienia, a do miasta, pośpiechu, kompa (który i tak na kilka ładnych tygodni się zbiesił i nawet fachowiec nie bardzo umiał sobie z nim poradzić), a więc i do pisania wrócę z nowym rokiem szkolnym, a może nawet dopiero z akademickim.
Jeśli z powodu tej długiej dość ciszy w eterze ulotniłam się z Waszej pamięci, to właśnie wpadam powiedzieć "odsapkowe" cześć... i się przypomnieć :)
A skoro już włączyłam kompa, to przy okazji przewietrzyłam troszkę bloga (i... o cudzie! - udało mi się "jakoś" zamieścić tę fajną grafikę, którą zrobiła Kasia), co, mam nadzieję, widać. Poza tym postem nic jednak jeszcze nie zostawiam. Mam już co prawda projekt kilku rozdziałów III tomu, ale podrzucę je później, bo, jak pisałam, jestem na egzystencjalno-pisarskim detoksie :))

P.S. 
A żeby łatwiej było Wam mnie zrozumieć, dorzucam fotkę z jednym z codziennych widoków na: pola, pokraczny dom sąsiada (z dachem wielgachnym jak nie od jego chałupy) i na jeziorko w tle. Fotka u góry to też moja wioska :)

czwartek, 25 lutego 2016

IDoL




Choć zapowiedziałam, że na tym blogu nie będę oceniać pisarskich poczynań innych autorów i tej zasady zamierzam się trzymać, to jednak obiecałam pisać od czasu do czasu o tym, co na mojej półce z książkami. Zatem dziś pierwsza powieść nie mojego autorstwa, która pojawia się na Nocnym Piórze. 
Jak wiecie moje czytelnicze klimaty to zdecydowanie babska literatura – wampiry i cała reszta paranormalnego i fantasy świata z pełnym dobrodziejstwem gatunku, czyli sensacją, przygodą, dreszczykiem i płomiennym romansem okraszonym wyrazistym seksem :) Poza paranormal i fantasy to też biegunowo odmienna literatura, czyli dzieła klasyków, do których wracam co jakiś czas i z przyjemnością przypominam sobie zakurzonych już nieco bohaterów, o których pokolenie moich dzieci nie słyszało nawet w szkole. Niemniej dzisiejszy post będzie o książce, która, jak na moje upodobania, jest dość nietypowa; o książce autorstwa rodzimego twórcy, Mariana Kowalskiego pod tytułem IDoL, opublikowanej przez wydawnictwo e-bookowo na przełomie roku, a więc wciąż jeszcze pachnącej drukiem.
Jak sam twórca mówi, IDoL to powieść z gatunku political fiction. I trudno byłoby się z nim nie zgodzić, zważywszy na podjęty problem i czas umiejscowienia fabuły. To powieść traktująca o imigrantach i uchodźcach, w której autor zderza dwa cywilizacyjne światy, nie szczędząc sarkazmu, gdy opisuje starzejącą się cywilizację europejską. Niemniej w tym pierwszym na naszym rynku utworze, który podejmuje trudną tematykę współegzystencji, nie znajdziecie odpowiedzi na pytanie: jak zakończy się w Europie narastający konflikt z uchodźcami. Zobaczycie natomiast świat prawdopodobnych wizji zakotwiczonych w niedalekiej odległości czasowej. Akcja powieści rozgrywa się na polskiej wyspie Uznam, gdzie, jak wiemy z historii, w czasach faszyzmu powstawała niezwykle groźna broń (V1), która mogła zmienić przebieg wojny i zadecydować o zwycięstwie Niemiec nad światem; szczęśliwie zabrakło kilku miesięcy do jej pełnej sprawności. W obliczu takiej historii Uznamu autor stawia kluczowe pytania: Czy wyspa ta raz jeszcze przejdzie do historii jako miejsce ważnych decyzji dla europejskiej cywilizacji? Czy nie zabraknie czasu na opamiętanie, rozsądek Europejczyków? 
Poza pionierską tematyką i kontrowersyjnymi, zmuszającymi do zastanowienia wizjami przyszłości kreowanymi przez Mariana Kowalskiego, IDoLa wyróżnia jeszcze jedna cecha – wyjątkowy sposób wyrazu, by nie powiedzieć swoista maniera twórcza autora. Biorąc tę powieść do ręki, nie spodziewałam się, że w dobie lawiny anglojęzycznych przekładów i pisarskich prób rzeszy ich naśladowców, których język konstruowany jest na zdaniach prostych, w porywie i sporadycznie zaś na zdaniach złożonych, spotkam się z tak „zamaszystym” stylem. Styl IDoLa bowiem oparty w przeważającej większości na zdaniach wielokrotnie złożonych jest dziś rzadkością i, co należy podkreślić, cechą naprawdę cenną, wymagającą od czytelnika wysiłku intelektualnego, by na płaszczyźnie twórca – odbiorca zaiskrzyło. Zresztą nie tylko styl, ale i narracja prowadzona w dużej mierze w formie mowy pozornie zależnej wymaga od czytelnika skupienia. Konwencja prozatorska Pana Kowalskiego może z początku zaskakiwać, jakkolwiek z każdą kolejną stroną czytelnik oswaja się z finezyjnym warsztatem autora. Dzięki niemu IDoL nie jest powieścią, którą czytasz w biegu, połykasz w pół dnia, odkładasz na półkę i zapominasz. W tym kontekście mogę z całą pewnością powiedzieć, że jeśli nawet fabuła IDoLa okaże się dla kogoś nieprzekonująca, bo jak wiemy, o gustach się nie dyskutuje i co jednego wprawi w euforię, drugiemu może jeżyć włos na głowie, a ja, jak obiecałam, nie zamierzam książki oceniać, to z pewnością konieczność zaangażowania sprawia, że powieść ta zapada w świadomości na długo.
I choć Marian Kowalski – publicysta, autor sztuk scenicznych, słuchowisk radiowych, powieści społeczno-obyczajowych i historycznych – to, jak widać, pisarz z naprawdę sporym dorobkiem, przyznam szczerze, że IDoL jest pierwszym utworem jego autorstwa, który trafił w moje ręce.
A czy książka podobała mi się, czy też nie, nie powiem, bo to już moja prywatna sprawa :))

poniedziałek, 15 lutego 2016

Wiosenne porządki




No, może „wiosenne" to nieco na wyrost powiedziane, ponieważ wiosna dopiero przed nami, ale porządki z pewnością są, bo jak widzicie, postanowiłam solidnie uporządkować Nocne Pióro. A dlaczego? Bo uznałam, że po kilkunastu miesiącach mojej na nim działalności wygląda marnie i najwyższy czas coś zmienić    a dokładnie zmienić wszystko, co się da. 
Uff… było ciężko, ale wyszło całkiem, całkiem... chyba :) Ale od początku...
W pierwszej kolejności stwierdziłam, że nie wystarczy zaprowadzić ład w treści, trzeba też odziać Nocne Pióro w nową szatę. Niestety pech chciał, że zmieniając tę szatę, niechcący „zawieruszyłam" nagłówkową grafikę, którą zrobiła Kasia. Tak właściwie, to jej nie zawieruszyłam ostatecznie i na amen, ale co z tego, że ją mam, skoro nie umiem odpowiednio umieścić jej na blogu? To wyskakuje mi mały obrazek gdzieś z boku, to tytuł bloga mi znika, a w jego miejsce pojawia się fota na pół strony… no normalnie masakra :) Ale o tym, że noga ze mnie, jeśli chodzi o blogowanie, nie muszę już chyba nikogo przekonywać. Może za jakiś czas powalczę jeszcze, żeby jednak grafikę mieć, ale na dzień dzisiejszy się poddałam. A wracając do porządków – trochę trwało, bo blisko półtora roku, min zdecydowałam, jaki ostatecznie nadać mu kształt, ale jako że kiepska ze mnie blogerka, to Nocne Pióro rozwija się powoli. Powstało, by informować czytelników o moich pisarskich poczynaniach i oczywiście, by przed premierą książek szepnąć ciekawskim, co nowego słychać u bohaterów. Do tej pory informacje były zamieszczane w chaosie, ale minęło te półtora roku, ja nieco okrzepłam na blogerskiej niwie, przy okazji przyglądając się, jak robią to inni i wreszcie sprecyzowałam wizję. Zatem strawiwszy około tygodnia przed komputerem, ćwicząc w tym czasie najróżniejsze kombinacje na bloggerze, mam w końcu Nocne Pióro po gruntownych porządkach i z nową szatą. Tylko bez grafiki. Jeśli Kasia się kiedyś zlituje i znowu coś tu zamieści, żeby ozdobić czołówkę, to super, a jeśli nie, ten stan będzie musiał mi wystarczyć :) 
A co do układu bloga – kiedy już wszelkie kolorki, tabelki, tła, tytuły, napisy i tę całą wizualną stronę ogarnęłam w stopniu zadowalającym (w każdym razie mnie), przyszedł czas na układ treści. Sam układ wydaje się bardzo czytelny i myślę, że od teraz już niewiele się zmieni. Założyłam bowiem, że strony są tylko zapowiedzią i informacją o ogólnym zarysie, zaś wszystkie posty dotyczące tematu umieściłam w etykietach. Również rozdziały poszczególnych książek są od teraz tylko w etykietach, nawet jeśli wcześniej zamieszczane były na stronie tytułu. Niektóre etykiety nie mają odniesienia w stronach, bo zakładanie im stron z dopowiedzeniem uznałam za zbędne. Z czasem mam zamiar dołożyć jeszcze co najmniej dwie etykiety, ale o nich napiszę, kiedy przyjdzie na to pora. Mam też zamiar wprowadzić etykietę, w której będę informowała o pisarskich przedsięwzięciach innych twórców, ale z pewnością nigdy nie znajdziecie tu recenzji oceniającej cudze pisanie. Sama piszę, więc  byłoby nie na miejscu ferować opinie o pracy innych pisarzy.
Być może obecna wizja z czasem ulegnie zmianie, ale na dziś Nocne Pióro wygląda właśnie tak. 
Na koniec powiem tylko, że mam nadzieję pojawiać się na blogu częściej, niż bywało ostatnio, ale jak mi się to uda, czas pokaże – jak zawsze :)
Pozdrawiam i zapraszam do odkurzonego i przewietrzonego Nocnego Pióra :)

wtorek, 15 grudnia 2015

Jest okładka! Cienie WYDANE !!! :)




Ona – zwykła dziewczyna, On – z INNEGO świata. I co z tego wyniknie?
Zwłaszcza gdy na jej drodze pojawia się inny mężczyzna, a wraz z nim perspektywa stabilnej przyszłości...

***

Jeśli zaintrygowała Cię spowita mgłą dziewczyna z okładki, która, rzucając za siebie niepewne spojrzenie, stoi u wrót Mrocznego Świata, wejdź na karty Cieni i poznaj jej historię.


_____________________________________

Jak wiecie, od kilku miesięcy trawił mnie niepokój o oprawę graficzną Cieni. Książka napisana, tekst dopracowywany, a okładka, można powiedzieć, leżała odłogiem... albo lepiej - czekała na cud :)). Klaudia, która stworzyła piękną, klimatyczną okładkę Tajemnic, nie zajmuje się już grafiką, a grafiką dla wydawnictw w szczególności, tak więc zawisło nade mną widmo samodzielnego zmierzenia się z czymś, o czym nie mam zielonego pojęcia. Pamiętacie? Ściągnęłam GIM-a, a potem godzinami ćwiczyłam różne dziwne rzeczy, kompletnie obce mojemu humanistycznemu umysłowi, dokonując karkołomnych prób stworzenia ciekawej oprawy. Jedną z takich prób zamieściłam nawet na blogu, żeby udokumentować moje zmagania z grafiką komputerową. I gdy już się zdawało, że problem niefachowej okładki nie zostanie zażegnany, nieoczekiwanie nawiązałam współpracę z Anią. 

Mówi się, że każdy ma anioła stróża, który w krytycznych momentach podaje pomocną dłoń. Czy to się innym sprawdza... nie wiem, mnie w każdym razie się sprawdziło :) mój anioł wyciągnął do mnie tę swoją pomocną łapkę i w końcu mam kolejną klimatyczną, w czytelny sposób nawiązującą do treści książki oprawę. 

Długo trwało, nim ogarnęłyśmy z Anią wszelkie wymogi grafiki dla profesjonalnej publikacji, ale w końcu okładka jest, tak do e-booka jak i do wersji papierowej i Cienie mogły wreszcie pojawić się w sprzedaży, o czym z radością donoszę :))



A teraz kilka sów o samej książce dla tych, 
którzy jeszcze się z nią nie zetknęli:


 Cienie to II tom cyklu zatytułowanego W mroku miasta opowiadającego historię zawiłych losów nacji wampirów zwanej Rodzajem.
Podobnie jak pierwszy tom, Cienie to wielowątkowa powieść z plejadą wyrazistych postaci, której wartka akcja osadzona jest w realiach współczesnej Polski, a tym razem i Berlina. Śledzimy w niej dalsze losy Bogusława i Kaśki, Leona, Marka, Gośki, Chwalimira oraz pozostałych postaci znanych z pierwszego tomu. Poznajemy też nowych bohaterów jak choćby rozkoszną Zuzkę, krnąbrną Karinę czy bezpiecznego Krzysztofa.
Mroczny Świat wciąż skrywają cienie tajemniczości, ale ich trwałość zostaje zachwiana – w dobie demaskujących zdobyczy technicznych oraz światłych śmiertelnych Rodzajowi coraz trudniej ukryć swą odmienność. Świat nieumarłych i świat śmiertelnych stają na granicy jawnego konfliktu, kiedy IN NOMINE PATRIS wkracza na nowy obszar i zdobywa nowych sprzymierzeńców. W obliczu takiej perspektywy zdeterminowani Słowianie zawierają okupione krwią przymierze z dziką germańską nacją i zawiązują pakt z łowcami – nie ma bowiem takiej ofiary, której Rodzaj nie poniósłby, dla utrzymania swego istnienia w tajemnicy.
Na tym tle toczy się pełen zawirowań romans, którego główną postacią staje się uwikłana w skomplikowany trójkąt Gośka.
Gośka to atrakcyjna, niezależna dziewczyna od dawna lawirująca wśród grona adoratorów, którym nie zamierza dać szansy na trwały związek. Kiedy jednak poznaje Leona, a krótko po nim pojawia się Krzysztof, jednostajna codzienność singielki rozkręca się jak emocjonalna karuzela. Leon pociąga ją fizycznością i błyskotliwością, ale jest też nieobliczalny, pełen sprzeczności i skrywanych tajemnic – to intrygujący, budzący dreszczyk mężczyzna-cień. Krzysztof jest inny – tłumiący temperament i emocje, ale zarazem dobroduszny i pociągający bezpieczeństwem wydaje się kotwicą gwarantującą stabilną przyszłość. Obaj mężczyźni razem stanowiliby idealnego partnera, ale realny świat nie jest tak skonstruowany. Którego więc powinna wybrać? Pójść za głosem rozsądku i dawno sprecyzowanych priorytetów i z Krzysztofem wypłynąć na spokojne wody przewidywalnej codzienności? Czy jednak posłuchać głosu serca i z Leonem rzucić się w rwący nurt kapryśnej namiętności? A może porzucić obu?
Tak więc Cienie to opowieść o życiowych rozterkach ludzi i nieludzi, a wszystko na tle niezwykłych wydarzeń rozgrywających się na granicy dwóch światów. Książka w barwny i dynamiczny sposób splata w sobie romans, erotykę, powieść obyczajową, sensację i paranormal-fantasy. Intryguje, rozśmiesza i podnosi ciśnienie, dostarczając porządną dawkę rozrywki.

Jeśli więc zaintrygowała Was spowita mgłą dziewczyna z okładki  stojąca u wrót Mrocznego Świata i zachęcił opis fabuły, to odsyłam na stronę publikacji w wydawnictwie e-bookowo 


W mroku miasta. Cienie - TUTAJ

Przeczytajcie koniecznie i pamiętajcie...WAMPIRY SĄ WŚRÓD NAS! ;)

P.S.
Książka ma ponad 600 stron, ale wierzę, że Was to nie przerazi :)




czwartek, 26 listopada 2015

MDS - Antologia tematyczna




Dopiero co wrzuciłam post o Tajemnicach na liście bestsellerów wydawnictwa, a dziś znowu piszę :) Ale też wieści sypią się ostatnio jak z rękawa.

Że chciałam Was powiadomić, iż moja książka znalazła się w gronie kilkunastu spośród wielu, wielu, chyba zrozumiecie. I choć nie wiem od jak dawna, a tym bardziej jak długo jeszcze Tajemnice będą owym wydawniczym bestsellerem (bo przecież pojawią się kolejne książki i kolejne bestsellery) i choć nie jest to osiągnięcie na miarę popularności książek Grocholi, a bestsellerowi wydawnictwa daleko do Bestsellera to jednak moja książka ma swoje małe pięć minut, a więc dla mnie – zwyczajnej kobiety z miłością do paranormalnego świata i wybujałą fantazją – to kolejny sukces. Sukces tym większy, że niespełna rok temu wokół Tajemnic toczyła się zagorzała walka, a głosy dominujące przekonywały, iż talentu u mnie za grosz, a książka to gniot, na który szkoda czasu i pieniędzy. Niemniej jak widać tego talentu troszkę mam, a i książka nie jest takim ostatnim chłamem, skoro dostała się na szczyt w znanym i renomowanym wydawnictwie internetowym. Wśród antagonistów mojej twórczości znalazła się, jak wiecie, grupa La Noir, która z zapałem hejtowała mnie na każdym kroku, a po ich hejtach posypała się lawina – były posty na blogach, spory na chomikuj.pl i bitwa na opinie na serwisie Lubimyczytac.pl. Były też privy, a nawet telefony i w końcu się okazało, kto dołki kopał, pod kim i dlaczego. Jednak nie ma co roztrząsać tu konfliktu sprzed roku, powiem tylko, że cały ten ferment niosła za sobą pewna blogerka i chomikowa aktywistka, której recenzje-paszkwile i kłamliwe privy lały się niczym „…lawa” – Lawa pełna zawiści. Ale, jak to mówią, nie ma tego złego…, a więc i ta nieprzyjemna historia znalazła swój happy end. I tu trafiamy do sedna kolejnej dobrej wiadomości.
Otóż pamiętacie, jak niedawno pisałam, że moje opowiadanie ukaże się w antologii? To właśnie grupa La Noir zaprosiła mnie do współtworzenia antologii tematycznej. Wbrew tym, którzy kierowani zawiścią chcieli skłócić początkujących, dobrze zapowiadających się twórców, zamiast dozgonnie drzeć ze sobą koty, postanowiliśmy udowodnić zawistnym, że nie jesteśmy dla siebie wrogami a tym bardziej konkurencją, ale ludźmi tej samej profesji, którzy potrafią tworzyć wspólnie.
Zapraszając mnie do współpracy, grupa La Noir miała już na koncie kilka antologii publikowanych na chomikuj.pl. Dla mnie zaś udział w tego typu projekcie był kolejnym debiutem – debiutem współpisania, ale i pisania opowiadania. Ja, snująca swe literackie fantazje przez kilkaset stron, nagle miałam zmieścić całą treść na kilku – karkołomne wyzwanie :) Ale udało się. Zatem opowiadania powstały, antologia została opracowana i opatrzona intrygującą grafiką oraz równie intrygującym tytułem MDS i kilka dni temu opublikowana za pośrednictwem wydawnictwa e-bookowo (tego samego, w którym ukazały się moje Tajemnice, a niebawem zostaną opublikowane Cienie).
MDS
Zastanawiacie się pewnie, co oznacza ów intrygujący tytuł. Cóż, wcale nie zamierzam Wam go zdradzać :) Powiem tylko, że MDS to antologia tematyczna zawierająca zbiór doskonałych utworów – od erotyki, poprzez romans, po thriller – i wszystkie łączy MDS, którego wyjaśnienie zawarte jest w każdym z opowiadań. Jeśli więc jesteście ciekawi naszej antologii oraz tego, co kryją w sobie te trzy litery, wejdźcie na stronę wydawnictwa i kupcie książkę.
Dodam jeszcze, że wszyscy autorzy zrzekli się praw do wynagrodzenia, a cały dochód ze sprzedaży książki przekazany zostanie na rzecz Polskiej Akcji Humanitarnej Pajacyk. Tak więc, jak widzicie, antologia MDS łączy nie tylko pisarzy – łączy też przyjemność czytania z satysfakcją wsparcia szczytnej inicjatywy.

A jeśli chcecie zapoznać się z fragmentami opublikowanych w MDS utworów, to zapraszam   TUTAJ




wtorek, 24 listopada 2015

Bestseller



Kochani, taką wieścią muszę się podzielić !!!

Otóż, jak wiecie, borykam się właśnie z działaniami okołowydawniczymi, żeby Cienie trafiły wreszcie do czytelników. Tak więc, poszukując pewnej rzeczy, wchodzę dziś na główną stronę wydawnictwa, a tam moja książka W mroku miasta, a na niej banerek z napisem BESTSELLER :)) Oczywiście od razu dla wiarygodności  machnęłam screena, żeby móc tą wieścią  z Wami się podzielić. 
Cieszę się ogromnie, bo to znaczy, że moje pisanie nie jest wcale takie marne, jak niektórzy usiłowali mi (i innym) w pewnym momencie wmówić, i że warto pisać dalej. To diabelnie budujące i znaczy, że Tajemnice naprawdę spodobały się czytelnikom.
Oczywiście, żeby się upewnić, że nie mam omamów, sprawdziłam jeszcze w zakładce BESTSELLERY no i tam też jest :)), tu też machnęłam screena, na co poniżej foto-dowód :) 
Więc, kochani, tak - moja książka została bestsellerem w wydawnictwie e-bookowo, a to w ogromnej mierze Wasza zasługa. Zatem... 


OGROMNIE WAM DZIĘKUJĘ !!!






piątek, 30 października 2015

Cienie - rozdział 9 i 10


Tekst drugiego tomu w wydawnictwie, ale zgodnie z obietnicą podsyłam kolejne rozdziały dla tych, którzy nie mogą doczekać się całości :) A całość znowu wyszła mi dość obszerna – 678 stron, czyli o ponad 100 stron więcej niż w pierwszym tomie. Ale też dzieje się tu trochę więcej niż w Tajemnicach – akcja się rozwija, pojawiają się nowe postacie.
Okej, to tyle o tekście. A poza tekstem mamy jeszcze oczywiście oprawę graficzną. Pisałam już, że z okładką pewnie będą przeboje, bo dziewczyna, która robiła okładkę do Tajemnic, nie zajmuję się już grafiką dla wydawnictw. Jak wiecie w tej sytuacji ściągnęłam sobie program graficzny i swoim nietechnicznym umysłem próbowałam ogarnąć techniczne zawiłości :) Ćwiczyłam i ćwiczyłam, i nawet trzy grafiki jakoś skleciłam, niemniej w międzyczasie znalazła się osoba, która zaproponowała pomoc. Mam  więc nadzieję, że dzięki temu kolejny tom W mroku miasta będzie miał profesjonalną super okładkę. Jednak, jako że każdy post na tym blogu jest opatrzony ilustracją, dziś załączam tu własną grafikę, jedną z tych trzech, które zrobiłam na bazie wskazówek osoby obeznanej w pracy z programami graficznymi. 
Tak więc miłego czytania, a moja grafika na dokładkę :)


Przypominam - to nie jest oficjalna okładka II tomu, tylko moja wprawka w pracy z programem graficznym. Oficjalną okładkę zamieszczę, jak II tom W mroku miasta zostanie opublikowany.

Rozdział 9

Od rana Gośka błogosławiła los, Opatrzność, siłę sprawczą… – jak zwał tak zwał – za poniedziałek. Czy ktoś kiedyś stwierdził, że nie lubi poniedziałku? Bredził biedaczyna – zaśmiała się w duchu. Trudno powiedzieć, by był to jej ulubiony dzień, ale zważywszy na niebezpiecznie silne stężenie testosteronu i nieustanną burzę hormonów, których doświadczała przez miniony weekend codzienne życie wypełnione pracą, pracą i jeszcze raz pracą było jak orzeźwiająca bryza.