Pokazywanie postów oznaczonych etykietą To i owo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą To i owo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 listopada 2016

I znowu mam się z czego cieszyć :)





Kolejna dobra wieść - Cienie też na liście bestsellerów wydawnictwa :)) 

Kiedy Cienie znalazły się wśród najbardziej poczytnych książek e-bookowa, nie wiem, ja dowiedziałam się w połowie października, gdy napisała mi o tym jedna z czytelniczek. Przepraszam, że nie było sposobności, by się tą miłą nowiną podzielić z Wami wcześniej. Nadrabiam to dziś :)

Cienie na liście bestsellerów to dla mnie ogromna radość, zwłaszcza że nie upłynął nawet rok od wydania, a po burzy, jaka przetoczyła się nad Tajemnicami, nie pozostawiając na moim pisarstwie suchej nitki, można by się spodziewać, że poczytność będzie mizerna. Ale nie :)). Co więcej, jak widać, niezależnie od hejterskiej nagonki i niegodziwych opinii pseudo czytelników prawdziwi czytelnicy docenili moją pracę, a debiutancka książka spodobała im się na tyle, że nadal śledzą losy moich bohaterów. To miłe :)).  Na dodatek Tajemnice wciąż utrzymują swoją bestsellerową pozycję i tym oto sposobem oba tomy W mroku miasta znalazły się wśród dwudziestu pięciu (na ten moment, bo być może długość listy bestsellerów się zmienia) najchętniej czytanych książek. To taki mój mały-wielki sukces :), którego oczywiście by nie było, gdyby nie Wy, drodzy moi czytelnicy!!! I choć sukcesy nie są wieczne, to radość pozostaje niezmienna :)) A radość tym większa, że w pisarstwie dopiero raczkuję i daleko mi do profesjonalistów z kolekcją własnych dzieł na księgarskich półkach.

wtorek, 24 listopada 2015

Bestseller



Kochani, taką wieścią muszę się podzielić !!!

Otóż, jak wiecie, borykam się właśnie z działaniami okołowydawniczymi, żeby Cienie trafiły wreszcie do czytelników. Tak więc, poszukując pewnej rzeczy, wchodzę dziś na główną stronę wydawnictwa, a tam moja książka W mroku miasta, a na niej banerek z napisem BESTSELLER :)) Oczywiście od razu dla wiarygodności  machnęłam screena, żeby móc tą wieścią  z Wami się podzielić. 
Cieszę się ogromnie, bo to znaczy, że moje pisanie nie jest wcale takie marne, jak niektórzy usiłowali mi (i innym) w pewnym momencie wmówić, i że warto pisać dalej. To diabelnie budujące i znaczy, że Tajemnice naprawdę spodobały się czytelnikom.
Oczywiście, żeby się upewnić, że nie mam omamów, sprawdziłam jeszcze w zakładce BESTSELLERY no i tam też jest :)), tu też machnęłam screena, na co poniżej foto-dowód :) 
Więc, kochani, tak - moja książka została bestsellerem w wydawnictwie e-bookowo, a to w ogromnej mierze Wasza zasługa. Zatem... 


OGROMNIE WAM DZIĘKUJĘ !!!






środa, 15 kwietnia 2015

Skończyłam!!!


Skończyłam pisać II tom - postawiłam ostatnią kropkę w Cieniach :))
Rok temu wydałam moją pierwszą książkę, a wczoraj skończyłam pisać drugą :) Na ten moment książka ma 45 rozdziałów, prolog i epilog, no i... 200 stron więcej niż Tajemnice. Przekroczyłam 700 stron i to wydatnie!!! Za diabła nie miałam takiego zamiaru, ale tak wyszło, więc teraz czeka mnie kilka korekt - może da się coś z tego uszczknąć :) No a potem praca nad okładką, o czym, jak wiecie, nie mam bladego pojęcia, czyli, dokładnie rzecz ujmując, czeka mnie orka na ugorze :) Ale co tam, będę walczyć - jak coś postanowię, nie poddaję się tak łatwo :) 
Niemniej jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i nie dopadnie mnie żaden kataklizm, to w maju książka powinna trafić do wydawcy.
Oczywiście w międzyczasie podrzucę kilka kolejnych rozdziałów Cieni, żeby pokazać Wam, nad czym pracuję. No i od czasu do czasu dorzucę też kolejne rozdziały Tajemnic.

sobota, 28 marca 2015

I kto tu ma rację?




Jak pewnie każdemu autorowi, mnie też trafiły się czytelniczki, proszące o dedykację. Szalenie miła prośba, zwłaszcza dla takiego laika w dziedzinie pisarstwa jak ja.
Ale tu pojawił się problem. Bo choć dedykacji widziałam wiele, żadnej wcześniej nie pisałam, a dobrze jest wiedzieć, gdzie ją umieścić, by wszystko było, jak trzeba. Tak więc wchodzę na forum dla autorów i szukam. Wskazówek znalazłam kilka, każda inna, ale główny motyw owej forumowej dyskusji to przeświadczenie, iż po książce się nie bazgrze.
Okej – pomyślałam – może i się nie bazgrze, ale przecież ja nie zamierzam bazgrać, tylko skreślić kilka składnych zdań na niewielkim fragmenciku kartki. Więc dlaczego nie ma jakiejś uniwersalnej wskazówki, na której to kartce mieścić się powinno? Jednak, jako że uniwersalnej wskazówki nie znalazłam, wybrałam kartkę moim zdaniem do dedykacji najodpowiedniejszą i odtąd zawsze tam ją umieszczam.
I nie byłoby tematu. Pewnie nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby wspominać o tym gdziekolwiek, również ma moim pisarskim blogu, gdyby nie telewizja. A dokładnie TVP KULTURA.
Telewizję oglądam sporadycznie. Nie mam programów, bloków czy stacji, które są moimi faworytami, ale jak już wezmę pilota do ręki, to lubię rzucić okiem na TVP KULTURA i posłuchać światłych, obeznanych z życiem, światem i kulturą właśnie ludzi. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy dowiedziawszy się, iż Pan Dukaj swoją najnowszą książkę postanowił wydać tylko w formie e-booka, szacowne grono dyskutantów skwasiło się mocno. To kiepski pomysł – głosiła przewodnia myśl, bo każdy z siedzących przy studyjnym stole rozmówców chciał mieć dzieło w ręce. A czemuż to? Bo uwielbiają bazgrać po książkach !!!
Może nie do końca wszyscy, ale zdecydowane gro robi w książkach notatki, zapisuje uwagi na marginesie czy odnosi się do treści. Ktoś (nazwiska nie podam, bo nie w tym rzecz) stwierdził nawet, że „Lód” był ostatnią książką Dukaja, którą przeczytał, ponieważ nie mogąc bazgrać po własnym egzemplarzu, czytać Dukaja więcej nie będzie. E-booki to nieporozumienie i już. 
Fakt, gronko mówców nie wyglądało na młode pokolenie obyte z technologiami, ale nie o technologie mi chodzi, a o to bazgranie po książce.
Co Wy na to?
Kto tu ma rację?
Autorzy, którzy w forumowych dyskusjach zastrzegają, że po książkach się nie bazgrze? Czy może czytelnicy, którzy lubią traktować książki jak partnera do swego rodzaju polemiki, a nie jak nietykalne dzieło? 
Przyznam szczerze, że osobiście nie mam wyrobionego zdania w tej kwestii. Jeśli ktoś chce mieć książkę tylko po to, żeby stała na półce i syciła oko – jego sprawa. Jeśli zaś ktoś chce z książką, nazwijmy to – polemizować, też nie mam nic przeciwko. Ja po książkach nie piszę, ale też nie staram się, by po przeczytaniu wyglądały jak nowe. Nie, skoro książką jest przeznaczona do czytania, to niech będzie widać, że ktoś ją czytał. A dedykacje pisać będę, bo uważam, że:
dedykacja nie jest bazgraniem po książce. 
Przeciwnie, jest jej integralną częścią, czyniącą egzemplarz wyjątkowym i niepowtarzalnym.


piątek, 13 lutego 2015

Co słychać na moim pisarskim warsztaciku?




Na pisarskim warsztaciku praca wre :)  

Robota pochłania mnie do imentu, dlatego mało tu bywam. Pisanie to jedno, a wygładzanie pisarskich kantów to drugie i tym się teraz zajmuję. 

Drugi tom nabiera coraz krąglejszych kształtów i tylko trzy, może cztery, rozdziały dzielą mnie od zamknięcia fabuły - tak mi się w każdym razie wydaje na dziś :). Niemniej, żeby czasem czegoś nie przeoczyć, zanim zakończę pisanie Cieni, postanowiłam przeczytać wszystko to, co do tej pory powstało. No i wygładzam pierwsze kanty czyli wprowadzam pierwsze zmiany! Ale to chyba dobrze bo, jak wiecie, mając zaledwie 2/3 treści, książka grubo przekraczała 600 stron. Teraz czytając i robiąc pierwszą korektę (jestem w 1/3 treści), już okroiłam ją o ponad 20 stron i z pewnością na tym się nie skończy. Ale nie bójcie się - lubię grube powieści, dlatego obiecuję, że nie okroję jej do rozmiaru cieniutkiej broszurki :) 
Tak więc z treścią spokojnie brnę ku końcowi, ale pojawił się problem okładki, bo dziewczyna, która zrobiła tę świetną klimatyczną okładkę do Tajemnic, wycofała się z grafiki dla wydawnictw. Tym oto sposobem zostałam, jak to mówią, z ręką w nocniku :( Teraz będę musiała znaleźć kogoś innego (za Chiny nie wiem gdzie i jak) albo wręcz sama zabrać się za grafikę o czym, jak wszyscy wiedzą, nie mam bladego pojęcia. Niemniej nie poddaję się i nawet ściągnęłam już sobie GIMP 2.8. Do tej pory nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje, ale wszechwiedzący Internet nakieruje człowieka na wszystko, nawet taką nogę w dziedzinie grafiki jak ja, nakieruje na GIMP 2.8. Z jednej strony to wielki postęp dla mojej nieobytej z technologiami natury, ale z drugiej... tak naprawdę, to czarna magia w czystym wydaniu :) - tabelki, ramki, obrazki, okienka - zawrót głowy na całego! Teraz muszę znaleźć zapał, żeby tę technikę okiełznać, choć znając siebie, wiem, że jedno stulecie, by to zrobić, może nie wystarczyć :) Niemniej GIMP to problem na potem, bo teraz czytam, poprawiam, piszę, a okładką będę się martwić, jak przyjdzie na to czas. 
Oczywiście, mimo iż podstawowym moim zajęciem jest teraz zapinanie treści Cieni na ostatnie guziki, jestem otwarta na wszelkie sugestie w sprawie okładki. Zatem jeśli wpadnie komuś do głowy jakaś okładkowa złota myśl, to piszcie :) Każda sugestia jest cenna!!!


środa, 31 grudnia 2014

Pomyślności!




Wszystkim gościom mojego bloga 
życzę szampańskiej zabawy w dzisiejszą Sylwestrową Noc 
oraz realizacji planów, oczekiwań i marzeń 
w nadchodzącym Nowym Roku. 
Niech każdy dzień będzie radosny, 
a ludzie wokół pogodni i życzliwi :)

Szczęśliwego 2015 Roku !!!

środa, 24 grudnia 2014

Świąteczne życzenia

Cudownych Świąt Bożego Narodzenia, 
pogodnych chwil w gronie najbliższych 
oraz wszelkiej pomyślności 
życzę 
wszystkim gościom odwiedzającym mojego bloga. Niech światełko betlejemskiej gwiazdki 
przyniesie Wam i Waszym bliskim radość w ten świąteczny czas. 





piątek, 10 października 2014

Orzeszkowa, Sienkiewicz i inni wodoleje



Okazuje się, że ja też się do nich zaliczam.
Nie, nie… spokojnie :) – wiem, że daleko mi do owych klasyków – literackich autorytetów, których talent był niedościgniony i niepodważalny – ale do wodoleja już nie.

Orzeszkowa i Nad Niemnem – pamiętacie jak to się zaczyna? Pewnie, że tak.

„Dzień był letni i świąteczny. Wszystko na świecie jaśniało, kwitło, pachniało, śpiewało. Ciepło i radość lały się z błękitnego nieba i złotego słońca; radość i upojenie tryskały znad pól porosłych zielonym zbożem; radość i złota swoboda śpiewały chórem ptaków i owadów nad równiną w gorącym powietrzu, nad niewielkimi wzgórzami, w okrywających je bukietach iglastych i liściastych drzew.
Z jednej strony widnokręgu wznosiły się niewielkie wzgórza z ciemniejącymi na nich….”

I tak dalej.
W wydaniu, które posiadam, majaczące w oddali postacie Marty i Justyny pojawiają się dopiero na czwartej stronie, a dialog wkracza dopiero na jedenastej. Koszmar – dla każdego, jeśli Nad Niemnem było jego lekturą obowiązkową. Kiedy więc całe zastępy nieszczęsnych nastolatków klęły na rozwlekłe opisy przyrody, postaci, i czego jeszcze się tylko dało, z takim rozmachem kreślone przez panią Orzeszkową, czy wodolejstwo zatapiające Trylogię, ja postanowiłam pójść dalej – odłożyłam nieszczęsną lekturę na niewiadome potem i modliłam się w duchu, by skąpa wiedza na temat „dzieła”, którą posiadam, wystarczyła, żeby zaliczyć kolejną pracę z polaka i odfajkować temat. Udało się.
I, choć to niepedagogiczne, dziś – po czasie, przyznam, że podjęłam słuszne decyzje. Dorosłam, moi szkolni koledzy zapomnieli o nudnych książkach, które trzeba było zaliczyć i ruszyli dalej, a ja sięgnęłam po nie, patrząc na ich treść z zupełnie innej perspektywy.
Nie dziwię się, że nastolatek nie docenia artyzmu. Gdy książka trafia w jego ręce, bo musi, jakież może być jego nastawienie? Ja wzięłam do ręki Nad Niemnem i Sienkiewiczowską Trylogię, gdy byłam na to gotowa – czytałam, bo chciałam i… zakochałam się. I choć nie minęło wiele od szkolnych czasów, wzięłam je do ręki we właściwym momencie, by przestały być "dziełami" zawartymi w cudzysłowie, a stały się DZIEŁAMI przez wielkie D. Nic więc dziwnego, że plastyczny język i długie opisy urzekły mnie tak bardzo, że szukałam więcej. Zatem gdy nastał moment, w którym sama sięgnęłam po pióro, by pisać, czy mogłabym pisać inaczej?
A jednak okazuje się, że książka nie musi być lekturą obowiązkową, by plastyczny opis nie przypadł czytelnikowi do gustu. Nie do wszystkich to przemawia. Niedawno miałam wieczorek autorski na jednym z portali internetowych i spotkałam się z takim właśnie zarzutem – „ za dużo opisów” – napisała jedna z uczestniczek. „Omijałam całe fragmenty” – poinformowała inna, kompletnie mnie szokując. Jakkolwiek są one w zdecydowanej mniejszości, to jednak ich podejście frapuje mnie na tyle, by podzielić się z Wami problemem.
Tajemnice, jak wiecie, to mój pisarski debiut. Rzecz nie dzieje się w przepięknych plenerach nadniemeńskich wsi, a moim opisom daleko do zamaszystych obrazów kreślonych przez klasyków, a jednak tych kilka zdań kreujących tło akcji to wciąż za dużo? Może jestem dziwadłem, ale cóż, lubię widzieć fabułę w – nazwijmy to – szerokim planie. Lubię wiedzieć, jak wygląda pomieszczenie, w którym przebywają bohaterowie, lubię wiedzieć, gdzie toczy się akcja, jaka jest pora roku czy doby, lubię gdy bohater myśli i czuje, a nie tylko gada, pieprzy i wyrzyna przeciwników lub opcjonalnie dokonuje innych „wielkich” czynów. Dlatego w swoich książkach – tak, mogę powiedzieć książkach, bo, jak wiecie, drugi tom ma się ku końcowi, a i trzeci jest w fazie pisania – a więc w moich książkach kreślę opisy, myśli bohaterów (sygnalizując je kursywą) i stosuję zabieg zwany mową pozornie zależną, co na pierwszy rzut oka może zdawać się opisem, a tak naprawdę jest – w bardzo wielkim skrócie ujmując – przytoczeniem myśli czy słów bohatera w taki sposób, jakby pochodziły od narratora, ale z zachowaniem stylu charakterystycznego dla bohatera. I choć pewnie rozczaruję co poniektórych, to w kolejnych książkach nic się nie zmieni. Nadal będą ustępy tekstu, w których nie tylko przedstawię otaczający bohaterów świat, ale również ich myśli i odczucia, żywiąc nadzieję, że osób z wyobraźnią jest dość, by dla nich rozwijać skrzydła mojej literackiej fantazji.
Czy to słuszne? Z mojego punktu widzenia tak. Nie jestem zwolenniczką sygnalizowania treści. Jak sięgam po książkę, chcę, żeby do mnie przemawiała – na wiele sposobów. By kreowała moją wyobraźnię, by rozwijała mój zmysł plastyczny i estetyczny. Nie zaprzeczę, lubię, gdy jest akcja, gdy w książce coś się dzieje, ale brnięcie przez treść, by w końcu dobić do miejsca, w którym bohater podrzyna komuś gardło, lub dyma ostrą laskę, to nie czytanie – dla mnie to jakiś literacki fast food. Ja lubię się delektować… wszystkim.
Na szczęście dla mnie – niepoprawnego wodoleja ;) czytelniczek, którym podoba się mój sposób pisania jest więcej i dały tego wyraz w komentarzach takich jak ten:
„Bardzo podoba mi się opis postaci […] miejsc, pejzażu, odczuć bohaterów i ich myśli – podczas czytania "wyłączam" się ze świata zewnętrznego i buduję swój wirtualny świat w oparciu o opisy w czytanej książce.” (suonatar – chomikuj.pl)
Czy ten:
„Wciąga i ubezwłasnowolnia oraz intryguje. Majstersztyk lekkiej (czyta się szybko i mega przyjemnie) wakacyjnej literatury kobiecej. Dawno, ale to dawno nie czytałam tak dobrej literatury polskiej. Z niecierpliwością czekam na kolejną część.” (Paula – lubimyczutac.pl)
Więc, jeśli chcecie, nazwijcie mnie dziwadłem, ale, jako że pisarz jest swego rodzaju egoistą, ja w swym egoizmie nie wyrzeknę się delektowania tekstem, na rzecz pisarskich fast foodów. Nie przyłożę ręki do prania mózgów czytelniczek z kreacyjnej wyobraźni i nie pozbawię ich możliwości „smakowania” literatury. Jeśli same dokonają takiego wyboru – cóż… mają do tego prawo :)





środa, 1 października 2014

Nocne pióro w nowej szacie





Jak pewnie zauważyliście ten blog ma nową szatę graficzną, ale od razu spieszę donieść, że to nie moje wyjątkowe talenty sprawiły :)
Choć postowanie i inne wpisy, moim subiektywnym zdaniem, opanowałam już w stopniu więcej niż dostatecznym, to, bądźmy szczerzy, grafika wołała o pomstę do nieba. Wszelako znalazła się fantastyczna dziewczyna, która nie tylko zwróciła mi na to uwagę, ale też zaoferowała swoją pomoc :) :)
To Kasia - Masquerade - właścicielka bloga Czytam, więc żyję opracowała piękny baner z nocnym oknem i, poświęcając swój czas i talent, zaprowadziła ład na moim blogu. To dzięki niej Nocne pióro ma nową klimatyczną, elegancką szatę graficzną. To Kasia również wybrała stosowną favikonę.
STOKROTNE DZIĘKI, KASIU !!!

środa, 17 września 2014

Dziś powstało Nocne pióro




Dziś powstało Nocne pióro.
Dlaczego tak? Ano dlatego, że właśnie nocami pracuję.
To nocami nadaję kształt postaciom, zdarzeniom, intrygom i romansom kryjącym się w moich książkach. A że pióro jest nieodłącznym atrybutem pisarza, więc cóż... mamy
Nocne pióro :)

Niemniej... bądźmy szczerzy - tworzenie bloga, to dla mnie nowość. Pisać posty - proszę bardzo, nawet załączać zdjęcia już się nauczyłam, ale cała ta techniczna otoczka jest niczym czarna magia! Tak więc proszę o wyrozumiałość, bo różne rzeczy mogą się tu dziać, nim ją ogarnę :) :) :)