Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tom I - Tajemnice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tom I - Tajemnice. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 listopada 2015

Bestseller



Kochani, taką wieścią muszę się podzielić !!!

Otóż, jak wiecie, borykam się właśnie z działaniami okołowydawniczymi, żeby Cienie trafiły wreszcie do czytelników. Tak więc, poszukując pewnej rzeczy, wchodzę dziś na główną stronę wydawnictwa, a tam moja książka W mroku miasta, a na niej banerek z napisem BESTSELLER :)) Oczywiście od razu dla wiarygodności  machnęłam screena, żeby móc tą wieścią  z Wami się podzielić. 
Cieszę się ogromnie, bo to znaczy, że moje pisanie nie jest wcale takie marne, jak niektórzy usiłowali mi (i innym) w pewnym momencie wmówić, i że warto pisać dalej. To diabelnie budujące i znaczy, że Tajemnice naprawdę spodobały się czytelnikom.
Oczywiście, żeby się upewnić, że nie mam omamów, sprawdziłam jeszcze w zakładce BESTSELLERY no i tam też jest :)), tu też machnęłam screena, na co poniżej foto-dowód :) 
Więc, kochani, tak - moja książka została bestsellerem w wydawnictwie e-bookowo, a to w ogromnej mierze Wasza zasługa. Zatem... 


OGROMNIE WAM DZIĘKUJĘ !!!






poniedziałek, 15 czerwca 2015

Tajemnice - rozdział 11


Zapraszam :) !!!

Rozdział 11


Choć były to ostatnie dni listopada, to można powiedzieć, że po kilku dniach wahania, był on znów w pełnym rozkwicie. Jakby pomylił pory roku, racząc mieszkańców stolicy Wielkopolski przyjazną aurą i słonecznymi promieniami prawie każdego dnia. A jednak święta Bożego Narodzenia nadciągały siedmiomilowymi krokami i mimo tej pogodowej anomalii czuło się na plecach oddech gwiazdkowej gorączki.
W tym roku Kaśka postanowiła wcześniej zadbać o należyte zapełnienie gwiazdorowegoworka, chętnie więc wybrała się z Gośką do galerii Malta, by rozejrzeć się w ofercie tamtejszych sklepów. W razie niepowodzenia będzie miała jeszcze sporo grudnia, żeby uporać się z problemem.
Nie przepadała za zakupami w galeriach i wielkich centrach handlowych. Zazwyczaj wracała z nich wyczerpana i z nieadekwatnie małą ilością zakupów jak na wkład energii i czasu, który temu poświęciła. Cóż z tego? Mogło ją to wkurzać, ale niestety tak wyglądała zakupowa rzeczywistość i albo trzeba było na nią przystać, albo modlić się, że prawdziwy Gwiazdor istnieje i nie zapomni o twoich dzieciach w najważniejszym dla nich dniu roku. Ponieważ jednak Kaśka nigdy nie była fanatycznie religijna ani nawet nadmiernie wierząca, postanowiła po raz kolejny poświęcić swój czas i energię, a nie pozostawiać sprawy wątpliwym efektom swych nie do końca szczerych modłów. Poza tym w obecnym stanie ducha, którego nastroje popadały ze skrajności w skrajność po kilka razy na dobę, wyrwanie się z domu i zdecydowana zmiana czynności, choćby tylko na krótko, była dla niej zbawienna.

czwartek, 7 maja 2015

Tajemnice - rozdział 10




Choć na korektorskim warsztacie właśnie leżą Cienie, dziś, gwoli przypomnienia albo też na zachętę dla tych, którzy jeszcze nie czytali, podrzucam kolejny rozdział Tajemnic i zapraszam do czytania :)
Rozdział 10
11 listopada – wyjątkowe święto dla poznaniaków, celebrowane świętomarcińskimi rogalami, festynami, koncertami, a na koniec, jak zawsze… fajerwerki. Wszystko to okraszone słoneczną aurą, która najwidoczniej też chciała mieć tego roku swój udział w wielkim świętowaniu. Nazajutrz jednak pogoda przypomniała sobie o swoich powinnościach. Słońce znalazło się w odwrocie, a temperatura oscylowała w granicach zera, często spadając poniżej niego.
Za każdym razem, kiedy Bogusław ruszał w kurs, towarzyszyły mu stalowo-mleczne noce otulane wszechobecną mgłą, która rankiem ustępowała miejsca srebrzystej powłoczce szronu. Teraz listopad zbliżał się ku końcowi, a oni jechali na spotkanie z informatorem. Świat dookoła był dokładnie taki,  jaki w listopadową noc być powinien – mrocznie szary, spowity mgłą. W końcu czas na ważne spotkanie równie dobry jak każdy inny, a przecież nie mogli go odkładać, by czekać na lepszą aurę.
Jechali od niespełna godziny, zadowoleni z niewielkiego ruchu. Napotykane w drodze samochody wlokły się niemiłosiernie, brocząc we mgle niczym snujący się lunatycy. Ograniczone zmysły śmiertelnych kierowców sprawiały, że daleko posunięta ostrożność była w tym momencie jak najbardziej na miejscu. Co innego oni – widoczność, nawet w tak trudnych warunkach, nie nastręczała
najmniejszego problemu, a jazda luksusowym autem Leona czyniła nielichą frajdę. Usportowionej limuzynie, choć może nienajmłodszej, trudno było odmówić klasy, a sportowy duch maszyny nakręcał ich tak jak każdego kierowcę, który dostanie takie cudo w swoje ręce.
Prawdę mówiąc, motoryzacja była konikiem młodego wampira od czasów, gdy automobile stały się dobrem powszechnie dostępnym. Każdy wolny grosz przeznaczał na zakup nowego cacka, choć należałoby spytać, cóż w jego przypadku znaczy „wolny grosz”?

niedziela, 29 marca 2015

Tajemnice - rozdział 9



Nieczęsto się tu ostatnio pojawiam, bo czas i czytelniczki poganiają, bym kończyła II tom mojego cyklu, ale od czasu do czasu zjawiam się i wrzucam co nieco. I właśnie dziś wrzucam 9 rozdział Tajemnic.
Zapraszam do czytania :)

Rozdział 9

Od tygodnia Jacek nie mieszkał w domu.
Kaśka każdego dnia budziła się z innym pakietem emocji, które, w cyklicznych napadach, zmieniały się co dwadzieścia cztery godziny. Gdy jednego dnia otwierała oczy z euforycznym uśmiechem wolności i jasności sytuacji na ustach, to następnego chmury czarnej rozpaczy i depresyjnej paniki zasłaniały każdy zakamarek jej emocjonalnej świadomości. Telefon komórkowy brała do ręki dziesięć razy na godzinę i bijąc się z myślami, rozpatrywała swoje przeprosiny i błaganie męża marnotrawnego o powrót na łono rodziny. Fakt był jednak taki, że gdyby ów mąż marnotrawny brał pod uwagę ewentualność powrotu, to też miał telefon i mógł zadzwonić. Nie dzwonił. Nie było więc co się łudzić – to koniec. Słowo „koniec” za każdym razem budziło nowe pokłady paniki w i tak już zszarganym wnętrzu Kaśki, ale na ten moment zdawało się być jej ulubionym słowem. Słowem na dziś, na jutro, na jeszcze bardzo, bardzo długo. Na szczęście codzienne obowiązki matki i gospodyni oraz nieliczne, ale jednak, obowiązki zawodowe, wymuszały na niej odnalezienie w sobie każdego ranka choćby minimum zdrowego rozsądku i podtrzymywania go przy jego wątłym istnieniu aż do wieczora. Wieczorem była natomiast wystarczająco wyczerpana natłokiem zajęć i kłębowiskiem głupich myśli, by nie zalewać się w trupa, o czym niejednokrotnie marzyła. Zasypiała błyskawicznie, dając odpocząć skołatanemu sercu, udręczonej świadomości i rozszalałym emocjom.

piątek, 16 stycznia 2015

Tajemnice - rozdział 8



Mimo iż ciągłe niespodziewane zawirowania sprawiają, że nie pojawiam się na blogu zbyt często, to dziś wpadam choć na chwilkę, by wrzucić kolejny rozdział Tajemnic.
Ciekawych dalszych losów Kaśki i Bogusława zapraszam do czytania, a pozostałych bywalców Nocnego Pióra pozdrawiam :)


Rozdział 8
Jazda do podwarszawskiego Konstancina była prosta. Mimo że wampiry już dawno przestały wieść tryb życia nomadów, to intuicyjny zmysł nawigacji prowadził ich do celu jak po przysłowiowym sznurku. Sportowe Audi R8 z czarnym, matowym lakierem, będącym ostatnim krzykiem mody i sposobem na demonstrację zamożności, pokonało trzystukilometrową trasę w zawrotnym tempie. Kokpit z włókna węglowego i czerwona, skórzana tapicerka nadawały autu dynamiki graniczącej niemalże z agresją. Samochód zdawał się być swoistym dziełem sztuki, a w połączeniu z nieokiełznaną mocą i wykorzystaniem wszelkich dostępnych osiągnięć myśli technicznej stanowił obiekt pożądania dla dużych, bogatych chłopców. Nic dziwnego zatem, że była to także jedna z kosztownych zabawek Leona. Niewymowna satysfakcja z prowadzenia tego cacka odmalowana na twarzy właściciela sprawiała przyjemność również pasażerowi.
Nie znali Warszawy i jej okolic. Bogusław ostatni raz był w stolicy, gdy na brukowanych ulicach terkotały powozy. Leon zaś, choć jako rodowity warszawiak całe dwudziestoczteroletnie ludzkie życie spędził w tym mieście, opuścił je krótko po przemianie. Było to ponad osiemdziesiąt lat temu i od tego czasu nie pojawił się tu więcej. Dlatego też obaj z czystym sumieniem mogli stwierdzić, że nie znają Warszawy. Na szczęście jedyne co musieli teraz zrobić, to trafić na jakąś obwodnicę, a potem dostać się do Konstancina, gdzie Król Ziem Wschodnich wraz z zespołem śledczym oczekiwał ich w swojej rezydencji. Później mieli nadzieję poruszać się samochodami gospodarzy, co byłoby wskazane nie tylko z uwagi na etykietę, ale również z najzwyklejszych, praktycznych względów.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Tajemnice - rozdział 6 i 7




Ponieważ ostatnio mało się działo na blogu, postanowiłam zamieścić dziś dwa rozdziały Tajemnic. Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu :)
Zapraszam !!!

Rozdział 6

1 listopada – Dzień Zmarłych był zawsze osobliwym świętem. Dla Rodzaju szczególnie, gdyż tak naprawdę byli przecież nieumarłymi martwymi. W ten dzień, podobnie jak reszta społeczeństwa, gromadzili się na cmentarzach i wspominali tych, którzy odeszli, wciąż żywych w ich pamięci. 
Nie mieli grobów, nie chowali ciał na ludzką modłę. Szczątki swych prawdziwie zmarłych braci palili, a prochy rozsypywali z wiatrem, oddając je Matce Naturze. Niemniej brak grobów nie przeszkadzał im w tym szczególnym dniu odwiedzać miejsca pochówków i obcować z ich duchami wśród duchów innych zmarłych.
1 listopada 2011 roku był absolutnie wyjątkowy – ciepły, słoneczny, bezwietrzny, można by rzec: radośnie pogodny. Dlatego, gdy po zapadnięciu zmroku Bogusław rozchylił mięsiste zasłony w swoim salonie i stanął w otwartych drzwiach okna balkonowego, czuł słoneczne ciepło, które jeszcze tliło się w wieczornym powietrzu. Trzymał w ręce szklankę z podgrzaną krwią i przyglądał się światu na zewnątrz. Takiej jesieni nie było już od wielu lat, aż chciało się wyjść z domu i wybrać na spacer.

czwartek, 13 listopada 2014

Tajemnice - rozdział 5



Zgodnie z obietnicą czwartkowa dostawa kolejnej porcji Tajemnic. 
Zapraszam do czytania :)   

Rozdział 5


Poniedziałkowy wieczór w gościnnym domku zaczął się rutynowo – lodówka, woreczek, szklaneczka, mikrofalówka – czynności od lat powielane tyle razy, że nikt już nie przykładał do nich wagi. Zawsze po przebudzeniu trzeba się było pokrzepić, by nie czuć dzikiego, wampirzego głodu. Codzienne, małe dawki utrzymywały stały poziom zaspokojenia, a to dawało odprężenie, nawet jeżeli nie dawało satysfakcji. W tej sytuacji można było tylko tęsknie wzdychać do dawnych, dobrych czasów, w których posiłek był celebracją. Czasów, kiedy ludzie w swej naiwności i niewiedzy byli jak smakowicie pachnące, kolorowe bufeciki, przyciągające wzrok i biegające luzem po świecie niczym kucyki Pony z barwnych kreskówek dla dzieci. Czasy, kiedy upatrzenie i upolowanie ofiary dostarczało dreszczyku emocji, a potem gorące tętno pulsujące pod językiem wzmagało bukiet zapachów człowieczego ciała. Nic. Teraz posiłek był jak szczelnie zafoliowane mrożonki z supermarketu. Wyjmowało się to z opakowania i mełło w kulinarnym zapale, by w końcowym efekcie uzyskać namiastkę pobudzającą wspomnienie dawnych rozkoszy, które czuło podniebienie.

czwartek, 30 października 2014

Tajemnice - rozdział 4





Hej :)
kolejny rozdział Tajemnic dla tych, którzy są ciekawi, co nowego słychać u moich wampirków :) 
Zapraszam, miłego czytania !
Rozdział 4

Nad tym, co zrobić z niedzielnym wieczorem, Bogusław nie musiał się zastanawiać. Królewski konwent był sprawą absolutnie nadrzędną i tylko nagła, ostateczna śmierć mogła go zwolnić z tego obowiązku. Zatem o stosownej porze stary wampir zaparkował swojego Mercedesa na rozległym podjeździe królewskiej rezydencji.
Siedzibę Króla Ziem Zachodnich stanowiła okazała rezydencja w podpoznańskich Chybach, ukryta za wysokim murem wykończonym stylowymi zdobieniami z kutego żelaza. Mur ten stanowił sztuczną granicę pomiędzy rozległym parkiem wewnątrz posiadłości, a dziką przyrodą okalającą ją z zewnątrz. Dla postronnego obserwatora była to kolejna, ekskluzywna nieruchomość jakich wiele w tym rejonie. Wysokie ogrodzenie i rosnąca wzdłuż niego bujna zieleń z imponującymi drzewami skutecznie powstrzymywały wścibskich oglądaczy, zapewniając spokojnym lokatorom tych włości bezpieczeństwo i prywatność. Całości strzegły kamery monitoringu dyskretnie porozmieszczane w obrębie granic nieruchomości oraz niedostrzegalni, dobrze wyszkoleni i odpowiednio uzbrojeni członkowie osobistej ochrony monarchy.

czwartek, 9 października 2014

Tajemnice - rozdział 3


Dziś czwartek, a więc zgodnie z obietnicą wrzucam kolejny rozdział Tajemnic. 
Zapraszam !!!
Rozdział 3
W słuchawce rozbrzmiewał już piąty sygnał, a Gośka wciąż nie odbierała. Kaśka właśnie miała się rozłączyć, gdy usłyszała zaspane „halo?”.
– Gośka, dziewczyno! Nareszcie!
– Nareszcie?! Kaśka, oszalałaś?! Jest… która to w ogóle jest godzina? – sapała sennie do telefonu.
– Dziesiąta, Gosiu.
– No właśnie! Dziesiąta! Kaśka dla mnie, w sobotę, to środek nocy.
– Gosia, wybacz, ale mam do ciebie sprawę i od twojej odpowiedzi zależy, jak potoczy się mój dzisiejszy dzień. – Przybrała być może zbyt błagalny ton, ale wiedziała, że tylko tak może obudzić zaspane sumienie przyjaciółki.
– Łał! Skoro twój los jest w moich rękach, to wal, kobieto. Odeśpię sobie przy następnej okazji.
– No wiesz… – Cholerka, jak w najdelikatniejszy sposób wrobić przyjaciółkę w opiekę nad maluchami w sobotni wieczór?
– Kaśka! – przez zaciśnięte zęby Gośka warknęła do słuchawki, wykazując pewną nerwowość. – Przestań jęczeć i mów, o co chodzi, albo się rozłączam!
– No dobra. Otóż wiesz, że wczoraj był u nas Waldek z Wioletką. Waldek, jak sobie popił, to chyba za bardzo się przejął tym zacieśnianiem koleżeńskich więzi z Jackiem, bo zaprosił nas na swoją czterdziestkę.

czwartek, 2 października 2014

Tajemnice - rozdział 2


Tak się złożyło, że kolejny rozdział podrzucam znowu w czwartek. Może przyjmę to jako zasadę i postaram się, by co czwartek na Nocnym Piórze pojawiała się porcja przygód Bogusława, Kaśki i reszty mojej wampirzej gromadki? Zobaczymy. Jak nic nie będzie mi stawać na przeszkodzie, to mogą być czwartki :)
Zapraszam do czytania :)

Rozdział 2

Piątkowy wieczór tylko z pozoru wydawał się zapowiadać atrakcyjnie. Zaproszeni przez Jacka goście nie byli ulubionym towarzystwem Kaśki.
Waldek – biurowy kolega męża, był korpulentnym, gburowatym blondynem ze szczeciniastymi włosami i świdrującymi, szarymi oczkami, którego cechowało wysokie mniemanie o własnej wartości. I jeżeli w kwestii atrakcyjności fizycznej budziło to pewne wątpliwości, bo mówiąc kolokwialnie, urodą nie powalał na kolana, to jako specjalista do spraw prawa rodzinnego miał niezaprzeczalnie najlepsze osiągnięcia w zespole. Otaczała go więc aura atrakcyjności wynikająca z wysokich kompetencji zawodowych, a co za tym idzie adekwatnych zarobków. Kobiety w zespole, któremu szefował Waldek, ulegały pozornemu urokowi szefa, a zasobność jego portfela, przekładająca się na kosztowne ciuchy i niezłej klasy samochód oraz jego pozycja zawodowa, skutecznie zagłuszały marność aparycji, gburowatą osobowość i braki w obejściu towarzyskim.

czwartek, 25 września 2014

Tajemnice - prolog i rozdział 1


Pierwszy fragment opublikowany!!!
Hej :)
Wiem, zapowiadałam, że pierwsze fragmenty tekstu pojawią się dopiero w październiku jak ogarnę bloga, ale, choć bloga wciąż jeszcze ogarniam, nie mam sumienia dręczyć tych, którzy czekają na pierwsze (i mam nadzieję kolejne) odcinki przygód moich wampirków.
Zatem już dziś czekają na Was prolog i pierwszy rozdział Tajemnic. 

Zapraszam, miłego czytania :)


Prolog


Wielki bór przytłaczał mrokiem i potęgą, ale zaprawieni w bojach wojowie nie z takim przeciwnikiem już się potykali. Noc w tym borze mogła dać im jedynie ukojenie i chwile wytchnienia od ciężaru oręża, którym byli objuczeni.
Unosząc prawą rękę ku górze, Gniewomir dał znać swojej drużynie, że tu staną na nocleg. Stary Gniewko był szczęśliwy, że wyprawa już się skończyła. Teraz musieli tylko szczęśliwie wrócić do swych najbliższych. W odległej osadzie, do której zmierzali, czekały na nich kobiety – matki i żony. Niektórzy mieli też potomstwo – kruchy drobiazg, który sprawiał, że każdy silny i niepokonany mąż wytrwale przemierzał powrotną drogę, by jak najszybciej stanąć w progu domostwa i ściskać swymi mocarnymi ramionami, kojąc tym skrywaną głęboko w sobie rodzicielską tęsknotę.